MECZ O MISTRZOSTWO KLASY C
KARMAZYN WARSZAWA - GOLIAT LEONCIN

2 września 2001, godz.10.30
Boisko Wisły Zakorczym
KIBICÓW: ok.20 (w tym 3 ultrasów Karmazyna w replikach koszulek z zeszłego sezonu i jedną flagą:"Karmazyn gola") + 1 pies i stado krów
Mecz nr 65 w historii Karmazyna (62 w lidze)
Mecz o mistrzostwo Klasy C, Kolejka 1

KARMAZYN
WARSZAWA

3:3
(0:1)


GOLIAT
LEONCIN
BRAMKI
1:1 Dąbrowski 60'
2:1 Langier 63' (asysta Kuźmiński)


3:3 Kuźmiński 85' (asysta Dąbrowski)
0:1 piłkarz Goliata 34'

2:2 piłkarz Goliata (rz.karny) 73'
2:3 piłkarz Goliata 79'
SKŁAD
Jerzak vel Dobosz - Cwojdziński - A.Skarżyński (46'Urban), Marciniak, Kunicki, P.Skarżyński (50 mecz w barwach Karmazyna!) - Ancukiewicz, Langier, Ł.Gnoiński - Dąbrowski, Kuźmiński
Trener: Jerzy Ksionda
Liczenie kibiców: tym razem przypuszczalna liczba kibiców, zapomniałem dokładnie policzyć
Zdjęcia (fotorelacja będzie dostępna wkrótce na naszej stronie): Andrzej Bednarczyk, Andrzej Skarżyński
Umoralnianie: Marcin Dąbrowski
KARTKI: -

PRZED MECZEM
NIE TAKI GOLIAT STRASZNY

Drużyna Karmazyna zbierała się powoli. O umówionej godzinie 9.30 stawiło się zaledwie kilku zawodników: Konrad Jerzak vel Dobosz, Adrian Langier, Paweł Urban i Konrad Kunicki. Wszyscy oczywiście pod wrażeniem meczu w Chorzowie. I pełni nadziei, że to właśnie oni pojadą na mistrzostwa zauważeni przez Jerzego Engela w jednym ze spotkań klasy C. Nie było jednak tak różowo, przeciwnik zapowiadał się na groźnego. Jednakże już w przedmeczowej rozmowie okazało się, że pani, która podawała wyniki meczów Goliata przez telefon nieco się pomyliła. Okazało się, że ekipa z Leoncina przegrała w Pucharze Polski 3:0, a nie wygrała jak myśleliśmy.
Nie było to jednak ważne. Napaleni na grę piłkarze Karmazyna, szczególnie po zwycięstwie sprzed tygodnia, pragnęli pobić karmazynowy rekord meczów bez porażki. Dotychczas najdłuższa passa trwała jedno spotkanie. Tym razem Karmazyn miał szansę nawet na pobicie jeszcze bardziej wyśróbowanego rekordu - kolejnych zwycięstw (dotychczasowy rekord - jedno kolejne zwyciestwo). Powiedzieli przed meczem:
Adrian Langier: Czy ktoś ma papier toaletowy?

MECZ
STADIONOWE BYDŁO

Karmazyn grał lepiej w ofensywie niż w poprzednim meczu, jednakże mało skutecznie. Dobrze bronił też bramkarz z Leoncina. W obronie nieco ospale, co doprowadziło do straty bramki w 34 minucie. I tak jednak Konrad Jerzak vel Dobosz ustanowił rekord w Karmazynie - 125 minut bez straty bramki (dotychczas rekord wynosił jakieś 50 minut). Karmazyn nie miał pomysłu na grę. Ospałe, ślimacze rajdy kończyły się fiaskiem. Nieporadna kopanina połączona z ciągłym narzekaniem nie mogła przynieść upragnionego gola. Mecz był jednak ciekawy i emocjonujący, na tyle, że pod koniec pierwszej części meczu, przywieziony przez kibiców gości pies uwolnił się z rąk właściciela i wparował na murawę. Sędzia liniowy Andrzej Bednarczyk odrzucił chorągiewkę i wbiegł z aparatem zrobić zwierzęciu. Najbardziej przytomny okazał się jednak sędzia. Chwycił zgrabnie psa za obrożę i pociągnął zamaszystym ruchem po wilgotnej murawie boiska. Zamieszanie trwało ledwie chwilę, jednakże wprowadziło nieco rozluźnienia w szeregi zespołów, przez co nie stworzyły one już do końca połowy żadnych ciekawszych akcji. Natomiast zawrzało ponownie na trybunach. Tym razem za bramką gości dało znać o sobie stadionowe bydło. Pastuch przegonił stado swoich łaciatych krów, które nie wykazały zbytniego zainteresowania meczem. Tak to jest. Niestety to bydło pojawia się nie po to, by oglądać mecz i dopingować piłkarzy, a tylko po to, by wywołać jakiś dym. Panie Listkiewicz coś z tym trzeba zrobić! Wróćmy jednak do meczu. Na przerwę Karmazyn schodził przegrany...
Wszystko miało się zmienić w drugiej połowie, na którą wreszcie dojechali kibice Karmazyna. Spóźnieni, gdyż na pewno wychlali litry wódki po sukcesie reprezentacji, dwaj dziesięcioletni kibole rozłożyli transparent z wymalowanym napisem: "Karmazyn gola". Zaczęli wznosić okrzyki na cześć drużyny. Dołączył też do nich rezerwowy Andrzej Skarżyński, który, choć trochę jeszcze nieporadnie, zaczął rozkręcać młyn. I to przyniosło efekt. Gwiazda Karmazyna Marcin Dąbrowski wyłuskał ruchem zawodowego dziadka do orzechów piłkę jednemu z piłkarzy Goliata, popędził z nią niczym płocha łania na bramkę i huknął nie do obrony. Po chwili było już 2:1 dla Karmazyna. Hubert Kuźmiński zakręcił obrońcami, jak prawdziwy kręciołek i podał do Adriana Langiera, który strzelił następną bramkę. Wynik mógłby być jeszcze wyższy, jednakże jeden z anonimowych zawodników Karmazyna (Adrian Langier prosił, by nie podawać, że to on strzelał) nie wykorzystał rzutu karnego. Doskonale obronił bramkarz Goliata. Po chwili przed podobną szansą stanął Konrad Jerzak vel Dobosz, lecz tym razem rzut karny, na nieszczęście Karmazyna, przyniósł bramkę Goliatowi. Chwilę później wynik znów zmienił się na niekorzyść ambitnych muszkieterów z Warszawy. Błąd obrony wykorzystał piłkarz z Leoncina i zrobiło się nerwowo. Na szczęście tylko na chwilę. Podanie Marcina Dąbrowskiego mógł przejąć Łukasz Gnoiński, jednak nie trafił w piłkę do pustej bramki. Potem tłumaczył się, że to było specjalne zagranie, jednak my wiemy jaki umiejętności prezentują zawodnicy Karmazyna. Ich gra to przypadkowość połączona z parodią futbolu. Szczęśliwie jednak dla pomocnika z Warszawy tuż za nim stał Hubert Kuźmiński, który dopełnił formalności (choć uwzględniając kiks Łukasza Gnoińskiego, w klasie C nie ma strzałów, które byłyby tylko formalnością). 3:3 - wynik, który utrzymał się już do końca meczu.
PO MECZU
REKORDOWA PASSA BEZ PORAŻKI
Jeszcze pół roku temu remis przyjęty byłby szampanem. Dziś piłkarze przyjęli go w nieco grobowym nastroju. Wygrana była przecież blisko. Pozytywnym elementem było niewątpliwie zapłacenie składki przez Huberta Kuźmińskiego. Sukcesy pozytywnie wpływają na zawodników. Już nie musimy się przecież wstydzić wracając do domu. Ważnym elementem był też niewątpliwie jubileusz Piotra Skarżyńskiego, który rozegrał w Karmazynie 50-ty mecz. Niestety nikt tego nie uczcił, bo nikt też o tym nie pamiętał

Powiedzieli po meczu:
Hubert Kuźmiński: Po meczu reprezentacji nawet moja matka jest miła.
Marcin Dąbrowski: Ktoś was musi umoralniać i to właśnie jestem ja. Jesteście bandą (... tu następuje seria słów, których nie chcę przytaczać, bo uważane są za delikatnie mówiąć bardzo obraźliwe)