WISŁA II ZAKROCZYM - KARMAZYN |
26 sierpnia 2001, godz.17.00 Boisko Wisły Zakorczym KIBICÓW: ok.50 (w tym 1 chuligan Karmazyna) Mecz nr 64 w historii Karmazyna (61 w lidze) |
||||
Mecz o mistrzostwo Klasy C, Kolejka 1
|
||||
BRAMKI Ancukiewicz 85' (asysta Langier) M.Gnoiński 89' |
||||
SKŁAD Jerzak vel Dobosz - Cwojdziński - Floryan, Marciniak, Kunicki, Ł.Gnoiński - Ancukiewicz, Langier, Dąbrowski (75' Kopiński) - M.Gnoiński, Kuźmiński Trener: Jerzy Ksionda Liczenie kibiców: Konrad Jerzak vel Dobosz Oficjalny fanclub Karmazyn hools ultras forewa: starszy Marciniak |
||||
KARTKI: - |
PRZED MECZEM CZY BĘDZIEMY CZARNYM KONIEM?
Zbiórka piłkarzy pod kinem Wisła pokazała, że nastroje są naprawdę optymistyczne. Przeciwnik podobno był rozstawiony z numerem 1, podczas losowania grup naszej ligi. Ale w futbolu wszystko jest możliwe. Szczególnie gdy gra Karmazyn. Jechaliśmy w trzy samochody: trener, 12 piłkarzy i jeden niezniszczalny ultras Karmazyna, niestety bez barw. Kibicowsko nie prezentujemy się najlepiej, szaliki jeszcze nie zrobione na drutach, koszulki nie do kupienia na Stadionie Dziesięciolecia... Ale wszystko idzie ku lepszemu. Pierwsze spojrzenie na murawę było dla nas szokiem. "To takie Wembley", "Patrz, tu jest wyżej, a tu niżej". Nastroje były jednak bardzo optymistyczne. Powiedzieli przed meczem: Marcin Dąbrowski: Przyjechałeś tu sobie masować stopy?
MECZ WIELKIE PRZEBUDZENIE
Pierwsza połowa prowadzona była w żywym tempie. Piłka skakała po krzywym boisku, zawodnicy sobie przeklinali, kopali siebie, murawę, czasem piłkę. Na trybunach pojawiali się coraz to nowi kibice, jeden nawet na motorku (o mało nie dostał w ten motorek piłką). Generalnie jednak poziom kibicowania był wysoki. Nie pito jabola, tylko czystą. Czasem ktoś swym zachrypniętym od gorzały głosem wykrzyknął: "Wisła", albo "K... sędzia k... co ty p.... ch... j... w k... j... ch... p....!". W sumie spokojnie, nasz chuligan siedział spokojnie przemieszany z gospodarzami, nie ujawniając się. Nie zostali zamknięci w klatce dla kibiców gości z jednego prostego powodu. Nie było takowej. Trybuny były przemieszaniem betonu i połamanych ławek. Z rzadka tylko ultras Karmazyna wykrzykiwał jakieś rady i słowa krytyki w stronę swoich idoli w czerwonych strojach.
Pierwsza połowa ospała, kilka strzałów na bramkę. Odnotować należy tylko fakt, że napastnik gospodarzy nie trafił nogą w piłkę na pustą bramkę. Mnóstwo chaosu, wzajemnych pretensji, różowych małpek i kopaniny.
Po przerwie sytuacja się nieco zmieniła. Rady trenera okazały się celne: "Uważajcie na tego z ósemką i tego z włosami". I oto na salony klasy C wkroczył Karmazyn. Przez większą część czasu to do niego należała przewaga, ale zawsze brakowało wykończenia akcji. Wisła atakowała sporadycznie. Mecz zaczął się na dobre tak naprawdę w drugiej połowie drugiej połowy. Najpierw zawodnik Wisły trafia w poprzeczkę. Po chwili wprowadzony za Marcina Dąbrowskiego w 75 minucie Grzegorz Kopiński nie wykorzystuje swojej szansy i kopiuje wyczyn z pierwszej połowy piłkarza z Zakroczymia: nie trafia w piłkę, mając przed sobą tylko bramkę i brudne zardzewiałe blaszane budynki za bramką. W końcu jednak szczęście uśmiecha się do geniuszy piłki w czerwonych koszulkach. Fantastyczne podanie i Łukasz Ancukiewicz strzela pod zrozpaczonym łysym bramkarzem gości. Piłka ląduje w siatce. Kibice przestają polewać wódkę, tak bardzo są zszokowani. Ale to nie koniec. Po chwili Michał Gnoiński wspaniałym zwodem uwalnia się spod opieki obrońcy, mija bramkarza i pakuje z ostrego kąta piłkę do bramki. Trybuny milczą... Po chwili jednak zamieszanie na polu karnym Karmazyna. Bramkarz zderza się z obrońcą. Wiślak oddaje strzał... minimalnie niecelny. I Karmazyn schodzi z boiska jako zwycięzca! Poraz pierwszy nie traci bramki. Żyć nie umierać.
PO MECZU SPRANE CZERWONE TO BARWY NIEZWYCIĘŻONE
Po meczu piłkarze rozjechali się. Zauważono brak Piotra Skarżyńskiego, ponieważ nie było komu powiedzieć: Kto ma składkę?
|