KARMAZYN - SAGITA |
15 sierpnia 2001, godz.15.00 Boczne boisko Delty Warszawa KIBICÓW: ok.30 Mecz nr 63 w historii Karmazyna (3 w Pucharze Polski) |
||||
Mecz o Puchar Polski, Runda 1
|
||||
BRAMKI Kogo interesuje, kto strzelił dla Sagity... W Warszawie tylko Karmazyn! |
||||
SKŁAD Jerzak vel Dobosz - Bednarczyk, Cwojdziński, Gnoiński (35. Karpiesz), Marciniak - Floryan, Skarżyński, Kunicki, Kopiński - Dąbrowski, Kuźmiński Trener: Jerzy Ksionda Liczenie kibiców: Adrian Langier |
||||
KARTKI: - |
PRZED MECZEM OPTYMIZM NIEZNISZCZALNYCH CZEMPIONÓW
Nadzieje były ogromne. "Wystarczy wygrać te kilkanaście meczy i zagramy w pucharze UEFA". Nie było jednak tak łatwo. Przeciwnik był trudny. Powiedziałbym, że dziesięć razy lepszy, niestety nie mogę. Jak wiadomo Karmazyn jest zerem, umiejętności piłkarzy również zerowe, a wszystko pomnożone przez zero daje zero... Więc zostańmy przy tym, że Sagita była dużo lepsza. Pełni zapału piłkarze przystąpili do rozgrzewki. "Dla Karmazyna rzucę nawet palenie" - powiedział Artur Cwojdziński. "Chyba tylko na najbliższe 90 minut" - dodał trener. Jednakże już z tej wypowiedzi wywnioskować można, jak bardzo przywiązani są piłkarze do barw klubowych. Nikt nie opuści zespołu w potrzebie, nawet w przypadku atrakcyjnej propozycji transferowej np. do Wichra Kobyłka, czy Orła Baniocha. Plan był prosty: liczymy na remis 0:0. Potem karne i jedziemy dalej... Kapitan zespołu Piotr Skarżyński założył na głowę swoją magiczną opaskę i najgorsza drużyna w Polsce wybiegła na murawę. Cel był jeden. Zjeść przeciwnika!
PIERWSZA POŁOWA KARMAZYN GRYZIE TRAWĘ, PIŁKA DZIURAWI SIATKĘ, NIESTETY TĘ W BRAMCE KARMAZYNA
Plan byłby zrealizowany, gdyby mecz trwał nieco krócej. Niestety trwa 90 minut, a nie dwie. Szybko zdobyta bramka podziałała niczym zimny prysznic na piłkarzy Karmazyna. Co tu dużo mówić, w palącym słońcu grało się naprawdę ciężko... Nie pomógł nawet doping dwuosobowego młyna Karmazyna (dwóch chłopców w wieku 9 lat). Stadion huczał aż od ich piskliwego głosu. Poraz pierwszy w historii rozległo się na boisku: "Karmazyn, Karmazyn!". Niestety bramka raz po raz wpadała do siatki... Tej niewłaściwej oczywiście. Do wydarzeń wartych odnotowania warto zaliczyć kilka: po pierwsze ładna składna akcja Karmazyna, po której Hubert Kuźmiński przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem. Po drugie ładna interwencja bramkarza Karmazyna. Konrad Jerzak vel Dobosz najpierw odbił twarzą piłkę po strzale pędzącego na pustą bramkę przeciwnika, a następnie instynktownie obronił dobitkę z pięciu metrów. Niestety w 35 minucie, szczęście opuściło Karmazyn (jeśli kiedykolwiek przy nim było). Kontuzjowany Łukasz Gnoiński musiał opuścić boisko. Na boisku pojawił się debiutujący Pablo Karpiesz, który normalnie jest rezerwowym bramkarzem. Wprowadziło to trochę zamieszania w poczynania defensywy Karmazyna, czego skutkiem były następne bramki. Trzeba też wspomnieć o najwierniejszych fanach Karmazyna, którzy pojawili się na stadionie pod koniec pierwszej połowy. Mowa oczywiście o stadzie krów pędzonych przez jednego z miejscowych pastuchów. Pierwsza połowa prowadzona była w żywym tempie przez drużynę Sagity i ślimaczo-biwakowym przez Karmazyn (jak co mecz zresztą). Zakończyła się sprawiedliwym wynikiem 0:7.
W PRZERWIE CHULIGANI DAJĄ ZNAĆ O SOBIE
Rozmowa w szatni z trenerem była krótka. Pomimo huraoptymizmu piłkarzy i okrzyków: "Odrobimy to w kilka minut", selekcjoner zadecydował o zmianie taktyki. W drugiej połowie Karmazyn miał zagrać systemem 5-4-1. Generalną zasadą miało być również wybijanie piłki na oślep. Wciąż wierzący w zwycięstwo Karmazyn pojawił się na boisku i prawdopodobnie zrealizowałby marzenia, gdyby nie przykry incydent, który opóźnił rozpoczęcie drugiej połowy, całkowicie dekoncentrując gospodarzy. Otóż, tuż przed gwizdkiem sędziego na boisko wtargnęli chuligani, a dokładniej ich sześcioosobowa grupa (4 kobiety, jedna z wózkiem, jedna prowadząca za rękę swoje 3-letnie dziecko). Mimo próśb piłarzy, zdecydowały, że przejdą przez środek boiska. "Możemy stanąć na bramce. Nic nie wpuścimy" - powiedziała jedna z ultrasów. Gdy jednak kibole opuścili murawę, rozpoczęcie opóźnili następni. Tym razem na rowerach. Po chwili jednak sytuacja uspokoiła się i sędzia mógł rozpocząć mecz.
DRUGA POŁOWA CARMASINACCIO
Gdy tylko Karpiesz odrzucił dopalającego się peta za boisko, a Konrad Kunicki pożegnał się z dziewczyną, mecz rozpoczął się na dobre. Nowa taktyka była skuteczna. Przeciwnik walił jak głową w nieumiejący grać w piłkę mur. Taktyka przypominała włoskie "catenaccio", z drobną różnicą. Włosi potrafią skutecznie się bronić. Karmazyn nie. Mimo wszystko trzeba powiedzieć, że druga połowa, nie była już podobna do pierwszej. Wynik o tym świadczy. Kto wie, być może 30 kibiców było świadkami narodzenia się nowej jakości w polskim futbolu. Zespołu, który już wkrótce podbije Europę, świat, rozbijając na swej drodze ekipy: Realu Madryt, Juventusu Turyn, Bayernu Monachium i Orła II Baniocha... Kto wie. Jak grał w tej części meczu Karmazyn? Najlepiej zobrazuje to wypowiedź trenera tej młodej, perspektywicznej drużyny: "Grają dziewiętnastowieczny futbol angielski..." Zaangażowanie było ogromne, wynik nieco gorszy, dlatego wszyscy z ulgą przyjęli gwizdek sędziego kończący mecz.
PO MECZU NIE ZMIENIAMY SZYLDU, JEDZIEMY DALEJ
Mecz zakończył się. Nadzieje trzeba było odłożyć na następny sezon. Cóż. To tylko sport. A my to tylko Karmazyn.
Powiedzieli po meczu: Piotr Skarżyński: Kto ma składkę? Konrad Kunicki: Mogę trochę się napić? Piotr Skarżyński: Dobra, ale tylko jednego łyka.
|